Chyba zbytnio sobie pofolgowałam jeśli chodzi o przerwy na blogu. Nie z lenistwa tylko z najzwyczajniejszego braku czasu. Dzieje się tyle rzeczy... Praca jeszcze dochodzi mi szkoła. Ale o nią akurat się nie martwię. Po dzisiejszym dniu wnioskuję, że będzie dobrze, nawet bardzo dobrze. : ) Tak więc postanowiłam, że będę tu częściej zaglądać i troszkę ponudzę Was moimi przemyśleniami. ; )
You know I said it's true I can feel the love
Can you feel it too
Wakacje już dawno za nami, przynajmniej moje. Były jak najbardziej udane, pracowite, zaskakujące ale i tak to końcówka była najlepsza. Chciałabym przeżyć jeszcze raz te wszystkie wieczory, zachody słońca, wstawanie o świcie... Każdą jedną rozmowę chciałabym przeprowadzić ponownie, na nowo... Życie ciągle mnie zaskakuje, niby nie robi wielkich niespodzianek ale jednak.. a ja bardzo lubię niespodzianki. Aż dziwne, chyba nie jestem przyzwyczajona do aż tak dużej ilości szczęścia i uśmiechu w moim szarym, małym i przewidywalnym życiu, rutynowej rzeczywistości.
Właśnie zdałam sobie sprawę z tego jak niewiele człowiekowi (mi) potrzeba aby być szczęśliwym. Tak niewiele i wiele za razem. Nie co dzień spotyka się kogoś takiego kto jednym słowem, gestem potrafi sprawić, że wszystkie nasze zmartwienia odchodzą na dalszy plan. Ja mam to szczęście, że każdego wieczoru wszystkie smutki z całego dnia odchodzą w niepamięć. Zwykłe dziękuję chyba nie wystarczy : )
Miłość jest czymś pięknym, kruchym i jednocześnie twardym jak stal. Jest delikatna, czasem nie wyczuwalna. Tak ciężko ją dziś poznać. Czasem błędnie oceniamy relację dwojga ludzi. Czasem ta miłość jest ale i jedna i druga osoba nie jest jej pewna. I w ten sposób wszystko się komplikuje... Skąd to wszystko wiem? Nie wiem. Obserwuję ludzi. Lubię słuchać ich historie, przeżycia. To co tu piszę to moje wnioski jakie wysuwa serce. Tuziny książek jakie przeczytałam też dały mi dużo do myślenia. Otóż moi drodzy miłość istnieje! Tak istnieje - nie zwariowałam : ) Tylko problem w tym, że my jesteśmy niezwykle wybredni i wymagający przez co ta miłość rozpływa się w zapomnienie z powodu odrzucenia. Słynny jest też strach przed odrzuceniem. Nie wyznam jej/jemu czego czuję tylko dlatego, że się boję jego reakcji. Moi drodzy nigdy nie wiadomo czy jutro nadejdzie. Gdybyśmy znali odpowiedzi na wszystkie pytania świat i życie nie byłoby takie ekscytujące! Jeśli kochamy to całym sercem. Każdy jeden człowiek ma tą swoją drugą symboliczną 'połówkę'. Musimy ją tylko odszukać. Nie szukajmy na podstawie podobieństw lub wyimaginowanych ideałów. Przeciwieństwa się przyciągają. Miłość między dwojgiem ludzi powinna się uzupełniać nawzajem. W ten sposób jest ona fascynująca i nigdy się nie nudzimy.
Kocham Cię... życie.
P.S :*
Ciepły nagrzany piasek i zimne fale dotykające moich stóp. Wiatr tak silny i nieposkromiony, że ludzie uciekali przed nim z plaży. Ja zostałam chcąc nacieszyć się każdą chwilą spędzoną tu, nad morzem...
Spędziłam tam dziesięć dni, przeplatanych słońcem, deszczem i wiatrem. Dni długie i spokojne...
Tak naprawdę większość pobytu w Ustroniu spędziłam na plaży. Plaża po śniadaniu, obiedzie a wieczorem długi spacer. Najbardziej chyba zapamiętam zachód słońca. Niezwykle piękny zachód... Miałam wrażenie, że Słońce wręcz tonie w morzu a wokół niego niebo płacze czerwonym blaskiem. Ludzie stali i patrzyli na ten bądź co bądź - cud. Sama zostałam nim zauroczona i wciągnięta w ten codzienny rytuał. Czułam się jak zahipnotyzowana... Piękne cuda rozgrywają się na naszej polskiej ziemi... : )
Morze jest piękne bez wątpienia. Nie ważne czy leje deszcz, przygrzewa słońce czy też wieje silny wiatr. Za każdym razem nabiera on innego niepowtarzalnego uroku. Raz jest spokojne i łagodne by za chwilkę pokazać nam kto tu tak naprawdę rządzi. Ja swoje plażowanie spędzałam różnie. Od czytania 'Przeminęło z wiatrem' w czasie lekkiego deszczyku po mecze siatkówki. Siatkówka czasem męcząca, do teraz siniaki na nadgarstkach nie chcą mi zejść. :) Ale warto było, nowe znajomości, doświadczenia... Morze piękne, ludzie piękni, konie piękne... Czegóż chcieć więcej?
Chociaż i tak pewnie najbardziej z całego wyjazdu utkwią mi w pamięci 'rozmowy nocą'... Dziękuję.
Wszystko fajnie ale... morze to jednak nie moje miejsce. Czułam, że tam nie pasuję. Ot kolejna turystka przyjechała sobie 'popatrzeć'. Nie czułam takiego pociągu do tego miejsca, zero emocji. W przeciwieństwie do gór. Witów, Zakopanem. Tam czuję się jak w domu, to jest moje miejsce na ziemi. Góry, kultura, niekończące się wędrówki i wszechobecny uśmiech na twarzach ludzi. Nad morzem miałam wrażenie, że wszyscy są jacyś ponurzy. Ludzie na plaży nie wykazywali większego zadowolenia. Ciągle ktoś na coś narzekał. A to, że za zimno/gorąco, że dzieci latają a piłka ciągle trafia na ich koce. W górach tego nie ma. Tak ludzie są inni, przynajmniej ja odnoszę takie wrażenie. Uwielbiam tam być. Chodzić wzdłuż i wszerz po Witowie i szukać nowych nieodkrytych jeszcze dróg prowadzących w głąb lasu. Tam można na chwilę pobyć z samym sobą i poukładać sobie wszystko w głowie. Zwolnić tempo i odetchnąć. Zawsze tam jeździłam by naładować swoje akumulatory na następny rok szkolny. Witów to moje sanatorium a ludzie tam będący moją prawdziwą rodziną. Nawet łatwiej mi pisać o górach niż o morzu... :)
Ludzie potrzebują lat aby znaleźć w życiu coś co sprawia, że od razu na ich twarzach gości uśmiech. Ja już nie muszę szukać. Baa ja mam nawet kilka takich powodów. :) Oby ich liczba się nie zmniejszyła a wzrosła.
Tawerna urodzona w 1995 w sierpniu. Od razu ją zauważyłam spośród reszty koni. Wyróżniała się nie tylko umaszczeniem (była niemal nieskazitelnie biała) ale i wielkimi smutnymi oczami. Gdy do niej podeszłam od razu wychyliła i podniosła wysoko łeb bacznie mi się przyglądając. Po chwili go opuściła i musnęła moją wyciągniętą do niej dłoń. Z dobre pół godziny z nią byłam. Niesamowicie spokojna, łagodna jednak o bystrych oczach. Cały czas z uwagą mi się przyglądała by w końcu móc całkowicie się odprężyć i przez kilka chwil stać w moich objęciach z zamkniętymi oczami. : ) Chyba mam słabość do koni z białym i siwym umaszczeniem. : )